W moim mieszkaniu mnóstwo jest dziwnych rzeczy. Od jakiegoś czasu na przykład, mydło ma swoją wannę.

To chyba pierwszy raz w życiu kiedy nie przeraża mnie jesień. Chłód witający mnie podczas wieczornego spaceru z psem wydaje się znajomy i myły. Czekam kiedy pogoda się unormuje, ja będę brnął po kostki w spadających liściach a melancholia z którą jesienią zawsze jest do twarzy nie będzie dziwić nikogo wokół. To lato nas nie rozpieszczało. Ciepłolubni z natury nie naładowaliśmy się energią tak potrzebną do przeżycia zimy. Pozostaje więc jesień ze słońcem bliżej ziemi, intensywnymi kolorami wokół i ciepłą herbatą. Teraz tylko trzeba odkopać jesienne płyty i słuchać zakopując się po szyję w tej jesieni.
Wszystko zaczęło się od niefortunnego potrójnego salta na kafelki w przedpokoju, mojego ajfona co w nazwie miał 3g. Niestety ten upadek okazał się śmiertelny dla jego fizjonomii. Biedak upadł co prawda na lewe ucho, ale krew rozprysnęła się po całej twarzy i przestał reagować na jakiekolwiek odruchy. Głaskanie, pocierania a nawet pukanie po twarzy nie sprawiły, że nawiązał współpracę i dał oznakę życia. W pierwszym odruchu desperacji napisałem do dwóch znanych lecznic czy mogą tchnąć w niego reakcję na dotyk i poskładają pokiereszowaną twarz w całość, ale cena tej operacji okazała się przeszkodą nie do pokonania.
Nie ma co ukrywać. Zamiana w warzywo kogoś z kim spędzało się całe dnie nie może zostać niezauważona. On bywał ze mną wszędzie. Dostarczał niesmowitych emocji nawet w tak intymnym miejscu jak ubikacja. Służył szybką poradą w sytuacjach kryzysowych. No nie było łatwo przeżyć kilka pierwszych dni.
Ale później następuje pogodzenie się z utratą bliskiego i szukamy kogoś nowego. Często szukamy podobnych cech u potencjalnych kandydatów i w końcu znajdujemy to czego szukaliśmy. Ja do sytuacji podszedłem inaczej…
Zrobiłem listę plusów i minusów mojego zmarłego przyjaciela. Niestety minusów w ciągu ostatnich lat nazbierało się całkiem sporo. Część z nich to naleciałości rodzinne, w końcu to już całkiem rodowodowa rodzina więc może mieć swoje za uszami. Koniec końców minusów uzbierało się tyle, że trzeba było zacząć poszukiwania od nowa.
Kilka tygodni później zaznajomiony z wszystkimi wariantami mojego przyszłego związku, świadomy praw i obowiązków wybrałem kogoś z kim miałem zamiar spędzić najbliższe kilka lat. Okazał się nim niejaki asus eee pc. Nazwa adekwatna do jego możliwości ponieważ jego nieco ograniczone myślenie często wprawia go w zadumę i wtedy z praktycznie bezgłośnego wnętrza słychać lekki szum wiatraków i chwilę zastanowienia z cichutkim eeEEee??
Zyskałem za to wygodnego kompana do wspólnych rozmów (których zapis można tu przeczytać), wiernego fana mojego profilu na facebooku, pomocnika przy codziennym wertowaniu prasy branżowej, niestrudzonego kontrolera z centrali telefoniczno - komunikatorowej i na koniec wspaniałego towarzysza zabaw przy grach o których dziś mówi się, że są retro a dla mnie były kiedyś całym światem.
Pozdrawiam zatem serdecznie i schodzę do kopalni szukać znajomego PP Hammera, który ostatnio wpadł do nas z wizytą na dysk D.
Od dawna jestem wielkim fanem wszelkich programów odkrywających talenty polaków. Jako, że przez ostatnie kilka lat nie oglądałem telewizji w domu z tej prostej przyczyny, że nie uważam, że jest jakilkolwiek sens płacić za nią (chociaż odbiornik czyli wymóg do zapłaty abonamentu posiadam i owszem) to jednak dzięki internetowi mogłem od początków śledzić zmagania wszystkich wykonawców nie będąc narażonym na tony reklam emitowanych w każdej przerwie.
W tym roku w nowym mieszkaniu odkryłem, że kabel zakończony wtyczką antenową, po podłączeniu do telewizora emituje obraz. Dzięki temu telewizor nie pełni już tylko rozszerzenia mojego leciwego xbox’a tylko prawdziwe okno na świat. Ku mojej radości od tego momentu mogłem (jak każdy niecierpliwy maniak) oglądać programy na żywo a nie po kilku godzinach po emisji kiedy już wszyscy zdążyli do nas napisać czy widzieliśy tego czy owego. Owszem są reklamy ale uznałem, że zawsze można iść zrobić herbatę w tym czasie ;)
Ten sezon w telewizji mnie rozpieszcza ponieważ dwie stacje postanowiły ze sobą konkurować (TVP przemilczę…). Prym w tego typu produkcjach wiedzie TVN. Polsat robi co może, ale jak to polsat robi dla Polski B. Zaskakujące jest to tym bardziej, że to oni kiedyś zaczęli ten trend wpuszczając na nasze ekrany Idol’a.
Ale przejdę do meritum sprawy bo nie o jakość programów, czy oceniających tu chodzi. Wszak programy te to wylęgarnia prawdziwych talentów. Oglądam na przykład taką Olivkę Livkę w polsatowym “Tylko muzyka” i nie mogę uwierzyć, że ktoś taki przebywa w tym kraju i musi się przebijać przez jakieś programy a nie robi od dawna zawrotnej kariery. Oglądam castingi do X factor i jestem oszołomiony jakością i profesjonalizmem często bardzo młodych wykonawców. A teraz kątem oka zerkam na naszą scenę muzyczną… No i robi się dziwnie. Bo jak to jest. Że przychodzi chłopak czy dziewczyna i śpiewają doskonale cover jakiegoś (czasem nawet polskiego) wykonawcy i jednocześnie takich ludzi nie ma na tej naszej zapyziałej scenie muzycznej? Dlaczego muszę (właściwie to nie muszę i nie robię tego) słuchać w Trójce kolejnych wypocin Kultu, T-Love czy innych zespołów które już dawno zjadły swój ogon i nawet nie próbują czegoś nowego. Dlaczego wielkie wytwórnie nie potrafią u nas wyhodować rasowych wokalistów? Skoro mamy takie talenty i te programy mają je wyłowić to dlaczego później robi się z nich takie marne gwiazdeczki?
Słyszałem ostatnio wiele na temat “odrodzenia” Brodki. W radiu miałem przyjemność wysłuchać jeden utwór. Fakt zlatywał mocno Nosowską ale lepsze to niż poprzednie nagrania Brodki. Więc postanowiłem sobie posłuchać on-line całej płyty. Nie wytrzymałem. Przy 3/4 sobie darowałem. Ktoś powie, że to kwesita gustu i może to nie moje klimaty, ale ja Uni Sex Blues uważam za świetną płytę, więc z założenia jestem targetem.
Jestem zdania, że muzyka broni się sama. Ta dobra się obroni. Ta zła potrzebuje tabloidów i pudelka, żeby się dobrze sprzedała. Niestety jednocześnie spłyca nasz muzyczny rynek i nie pozwala się przebić tym naprawdę wartościowym z wykonawców.
Wszystkim początkującym artystom którzy są dopiero na początku swojej drogi i zostali dostrzeżeni w telewizyjnych show życzę żeby zmienili oblicze polskiej muzyki. Chcę ich usłyszeć za jakiś czas i być zaskoczonym, że to co właśnie słucham to nie produkcja zagraniczna tylko ktoś kto się nie poddał i z pomocą dobrych producentów stworzył wspaniałą płytę której nie trzeba się wstydzić. Czekam na kogoś takiego jak Johnny Legend, Alicia Keys, Wax Tailor, Cee-Lo Green i takiego producenta jak Danger Mouse!
Póki co pozostaje mi czekać i delektować się Smolikiem no.4.
Na marginesie: Dziś wracając z pracy słyszałem w Trójce nowy utwór T-Love. I nie mam pojęcia jak traktować to coś w warstwie muzyczno - tekstowej? Zastanawia mnie jakby potraktowali to redaktorzy z Trójki gdyby jakiś nowy zespół przyniósł im takiego gniota. No i jak w takim razie traktować gust muzyczny osbób przygotowujących audycje w Trójce?
Kto widział Big Lebowskiego braci Coen, od razu rozpozna w bohaterze dokumentu podobieństwa do postaci Jesusa. Ten film sprawia, że wyraziste postacie nakreślone w scenariuszu filmu Coen’ów mają swoje odbicie w realnym świecie, gdzie kręgle to sposób życia a nie tylko weekendowa zabawa. Big Lebowskiego polecam wszystkim. To film który mi się nie znudzi. Poprawia mi humor.
A dokument Seana Dunne - The Bowler to prawdziwa historia, prawdziwego Jesusa.
Dlaczego nikt u Polsce nie kręci takich rzeczy. Takich prostych, normalnych, bez nadęcia i głosu współczucia. Dlaczego ludzie po prostu nie mogą mówić, tylko zawsze jest jakaś Anna Dymna, czy inna prowadząca i zawsze musi to być program o ludziach których “doświadczył los”? Nie ważne że to część promocji jakiejś firmy. Ważne o czym mówi.
Obiecałem pisać a przerwy znów trwają w nieskończoność. Znów praca jest ważniejsza, projekty się mnożą, a życia jak nie było tak nie ma. Niestety to droga do nikąd.
Na dodatek każdy wielki sukces i krok do przodu, zamienia się z czasem w dwa kroki w tył. Dlaczego tak się dzieje od kiedy pamiętam?
Pora coś zmienić, bo i tak nic pozytywnego z dotychczasowego trybu życia nie wynika. Organizm już daje znać że zbyt długo nie pociągnie w trybie - 6 godzin snu, a reszta czasu przeznaczona na pracę.
Tylko co robić z wolnym czasem jeśli się zapomniało jak się go wcześniej wykorzystywało? Na początek spróbuję spać w wolnym czasie… ale to za chwilę, jeszcze trzeba pare projektów dokończyć… może do końca roku się uda?
Jest tyle rzeczy które chciałbym robić, tyle wyzwań, tyle pomysłów… A doba taka krótka, a czas tak szybko biegnie i życie takie krótkie…
bujak
Fajnie jest wygrać z wielką agencją. Z ludźmi którzy pokończyli wielkie uczelnie ASP, biorą ogromną kasę i nie znają się na projektowaniu na potrzeby internetu. Jednocześnie twierdzą, że ich projekt to jedna z najlepszych stron na świecie. Radość jest większa kiedy dowiadujesz się jak wiele powiązań ze zleceniodawcą i sponsorami ma ta firma, a jednak to twój projekt wybierają. Fajnie jest!