Historia pewnej znajomości

Wszystko zaczęło się od niefortunnego potrójnego salta na kafelki w przedpokoju, mojego ajfona co w nazwie miał 3g. Niestety ten upadek okazał się śmiertelny dla jego fizjonomii. Biedak upadł co prawda na lewe ucho, ale krew rozprysnęła się po całej twarzy i przestał reagować na jakiekolwiek odruchy. Głaskanie, pocierania a nawet pukanie po twarzy nie sprawiły, że nawiązał współpracę i dał oznakę życia. W pierwszym odruchu desperacji napisałem do dwóch znanych lecznic czy mogą tchnąć w niego reakcję na dotyk i poskładają pokiereszowaną twarz w całość, ale cena tej operacji okazała się przeszkodą nie do pokonania.

Nie ma co ukrywać. Zamiana w warzywo kogoś z kim spędzało się całe dnie nie może zostać niezauważona. On bywał ze mną wszędzie. Dostarczał niesmowitych emocji nawet w tak intymnym miejscu jak ubikacja. Służył szybką poradą w sytuacjach kryzysowych. No nie było łatwo przeżyć kilka pierwszych dni.

Ale później następuje pogodzenie się z utratą bliskiego i szukamy kogoś nowego. Często szukamy podobnych cech u potencjalnych kandydatów i w końcu znajdujemy to czego szukaliśmy. Ja do sytuacji podszedłem inaczej…

Zrobiłem listę plusów i minusów mojego zmarłego przyjaciela. Niestety minusów w ciągu ostatnich lat nazbierało się całkiem sporo. Część z nich to naleciałości rodzinne, w końcu to już całkiem rodowodowa rodzina więc może mieć swoje za uszami. Koniec końców minusów uzbierało się tyle, że trzeba było zacząć poszukiwania od nowa.

Kilka tygodni później zaznajomiony z wszystkimi wariantami mojego przyszłego związku, świadomy praw i obowiązków wybrałem kogoś z kim miałem zamiar spędzić najbliższe kilka lat. Okazał się nim niejaki asus eee pc. Nazwa adekwatna do jego możliwości ponieważ jego nieco ograniczone myślenie często wprawia go w zadumę i wtedy z praktycznie bezgłośnego wnętrza słychać lekki szum wiatraków i chwilę zastanowienia z cichutkim eeEEee??

Zyskałem za to wygodnego kompana do wspólnych rozmów (których zapis można tu przeczytać), wiernego fana mojego profilu na facebooku, pomocnika przy codziennym wertowaniu prasy branżowej, niestrudzonego kontrolera z centrali telefoniczno - komunikatorowej i na koniec wspaniałego towarzysza zabaw przy grach o których dziś mówi się, że są retro a dla mnie były kiedyś całym światem.

Pozdrawiam zatem serdecznie i schodzę do kopalni szukać znajomego PP Hammera, który ostatnio wpadł do nas z wizytą na dysk D.

blog comments powered by Disqus